sobota, 5 października 2013

ROZDZIAŁ 6 ,,Amm... przyjacielem Caroline"

-Wstawaj, słyszysz ?! Wstawaj kurwa ! -krzyknęła postać nade mną. Rozchyliłam lekko powieki i podparłam się na łokciu. Syknęłam głośno i znów upadłam na podłogę czując ogromny ból w okolicach brzucha. -Wstawaj szmato ! Nie ma czasu ! -krzyknął Bieber.
-J-ja nie m-mogę. Boli. -powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza.
-Może boleć mocniej. -powiedział i kopnął mnie w brzuch.
-Aaał -krzykłam zwijając się z bólu. To sparaliżowało moje ciało. Ból jakiego nigdy nie doznalam. Zobaczyłam otwierające się drzwi od wejścia w garażu.
-Justin ! Kolacja ! -krzyknęła kobieta. -C-co ty r-robisz ?! -krzyknęła i podbiegła do mnie.
-Mamo zostaw ją ! To szmata ! Ona zabiła Jaxona !
-Co  ty mówisz ?! -spytała starsza kobieta syna.
-To co słyszysz !
-Justin to na pewno da się jakoś wytłumaczyć ! Wysłuchałeś ją chociaż do końca ?
-N-nie. -teraz on się za jąkał.
-Właśnie ! Jak mogłeś zrobić krzywdę kobiecie ?! Chcesz być jak Twój ojciec ?!
POV JUSTIN
Słowa mojej matki uderzyły we mnie z ogromną siłą. Nie jestem taki jak mój ojciec. Nie jestem takim skurwysynem, prawda ?
-Mamo ona zabiła Twojego syna ! Czy to do Ciebie nie dociera ?!
-Justin ! Wysłuchaj jej a nie ! Jeśli to prawda to powiemy policji ale nie krzywdź jej ! Proszę. -powiedziała a po jej policzku spłynęła łza.
-Dobrze mamo. -wyszeptałem. Mama wyszła zalana łzami a ja usiadłem na krześle patrząc na zwijającą się z bólu dziewczynę. -Więc mów.- brak odpowiedzi. -Mów kurwa !-krzyknąłem i już zamachnąłem się by kopnąć dziewczynę jednak przypomniały mi się słowa mojej mamy.
-J-ja g-go nie zabiłam.-powiedziała cicho.
-Nie kłam !
-O-on został porwany. -powiedziała słabiej
-I ? -brak odpowiedzi. -I co dalej szmato ?! -spytałem. Zobaczyłem że dziewczyna znów jest nie przytomna. Eh nic jej nie będzie. Niech się wyśpi a ja ją jutro obudzę. Tak, wiem zachowuje się jak palant ale to wszystko jej wina ! Wsiadłem samochód i odjechałem.
-Dobry wieczór. Mógłbym wejść ?-spytałem rodziców Caroline.
-Dobry wieczór. A kim jesteś ?
-Amm... przyjacielem Caroline. -skłamałem.
-Dobrze. Proszę.- powiedziała i zaprosiła mnie do środka. Usiadłem na skórzanej kanapie. -Więc o co chodzi ?
-Bo ja .. chciałbym powiedzieć że ja ... że my ... no że ona zanocuje u mnie pardę dni. -wymyśliłem szybko kłamstwo.
-Co ? Jak to ? A szkoła ? I tylko z Tobą ?
-Em nie. Będą jeszcze nasi przyjaciele. A do szkoły oczywiście pójdziemy. -powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej znacząco.
-No dobrze. W takim razie niech tu przyjdzie i się spakuje.
-Taak ale jest mały problem. Bo Caroline jest zajęta. Szykują imprezę urodzinową i poprosiła abym ja ją spakował.
-Aha. A to kto ma urodziny ?-uśmiechnęła się starsza kobieta.
-Ja. -powiedziałem.
-Oh to wszystkiego najlepszego Justin !
-Skąd pani wie jak mam na imię ? -spytałem zaciekawiony.
-W naszym domu dużo się o Tobie mówi chłopcze.
-Co on tu robi ? -spytał jakiś chłopak schodząc po schodach i udając się na przeciwko mnie.
-Przyszedł po rzeczy twojej siostry.
-Pff co ?-spytał Matt.
-Tak. Zanocuje u mnie trochę.
-Caroline u Ciebie ? -spytał. Kiwnąłem głową i poszedłem na górę do jej pokoju. Wziąłem torbę i spakowałem parę ładnych rzeczy. Wyszedłem od nich szybko aby nie natrafić na Matta. Wróciłem do domu. Torbę wepchnąłem do mojej dużej szafy. Zszedłem do garażu. Podniosłem zakrwawioną dziewczynę na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Była cały czas zgięta więc wziąłem jej nogi i lekko wyprostowałem. Zdjąłem z niej bluzkę i wyciągnąłem z mojej apteczki bandaż.Przejechałem mokrą ścierką po jej brzuchu.Po chwili ścierka z białego koloru zamieniła się w czerwony. Dosłownie. Kiedy obmyłem ciało dziewczyny nie zakładając już nic na nią przykryłem ją ciemnym kocem w razie czego aby mi nic nie ubrudziła. Sam położyłem się na materacu i zasnąłem.
POV CAROLINE
Światło poparzyło moje oczy. Zamrugałam parę razy aby się do niego przyzwyczaić. Zobaczyłam że leżę na łóżku. Nie swoim. Wstałam prawą nogą i nacisnęłam na coś miękkiego.
-Kurwa !-ktoś krzyknął. Spojrzałam w dół i zorientowałam się że nadepnęłam na Justina. -Na reszcie wstałaś. -powiedział i stanął na nogach. Pchnął mnie na łóżko. Usiadłam na nim a Justin usiadł na przeciwko mnie w fotelu. -Mów !
-Ale co ? -spytałam. Wszystko mnie bolało. Nie miałam na nic siły.
-O Jaxonie.
-Czemu mam tylko stanik i spodnie ? Gdzie moja bluzka ? -spytałam i zaczęłam rozglądać się po pokoju.
-Słuchaj suko nie mam czasu ! -powiedział i uderzył mnie w policzek na co się skrzywiłam. Po moim policzku zaczęły spływać łzy.
-Bo ja ... pracowałam w gangu i miałam zadanie. Musiałam coś wybrać.
-Mów dalej.-poprosił.
-On .. on mi kazał wybierać. Miałam uratować w-was czyli Jazzy Ciebie i twoją mamę albo samego Jaxona. -powiedziałam i zaszlochałam
-A co gdybyś nie wybrała ? -spytał zaciekawiony i wkurzony.
-Każdy by zginął. -powiedziała i zwinęła się w kłębek.
-Kto Ci kazał ? Kto ci do cholery kazał wybierać ?! -krzyknął.
-Jonson. -wyszeptałam.
POV JUSTIN
Ja pierdole. Kurwa mać. Ja pierdole.Kurwa mać !!! Jestem głupi ! Ale ze mnie chuj ! Ja pierdole ! Kurwa ! Mogłem ją wysłuchać ! Ona tyle cierpiała ! Kurwa  !
-Słuchaj ja przepraszam ! Ja ... -nie mogłem więcej powiedzieć bo zacząłem płakać jak dziecko. Nie usłyszałem od niej odpowiedzi. Dosiadłem się do niej i mocno przytuliłem. Ona nic nie odwzajemniła. Nadal siedziała zawinięta w kłębek. -Przepraszam. -powiedziałem. Podniosłem delikatnie jej podbródek i popatrzyłem w jej piękne niebieskie oczy przepełnione bólem. -Musisz pomóc mi go znaleźć. Proszę.
-Ale ja nie mam siły.-wyszeptała. -A jak Ci pomogę zabijesz mnie ? -spytała z nadzieją.
-Nie.Nie ma takiej mowy. -powiedziałam pewnie.
-Dlaczego ? Proszę, błagam. Wtedy Ci pomogę. To moja wina. To wszystko moja wina. -powiedziała nadal płacząc i patrząc mi w oczy.
-Dzięki dobie żyje Zazzy i mama. To nie twoja wina. Odpocznij.
POV CAROLINE
Minęły trzy dni odkąd nie widziałam się z Justinem. Mam tego wszystkiego dość. Dziś gram w przedstawieniu Romeo i Julia.
-Szybko ! Ustawcie się ! -krzyknęła profesorka. -Boże najświętszy gdzie jest Rayan ?! -krzyknęła prawie się dusząc.
 -Rayan jest chory. Nie będzie go. -powiedział chłopak wychodząc zza drzwi. Ze sceny wiedziałam że to był Justin.
-Co ?! NIE ! To nie może być prawda ! Wszyscy są Zaproszeni ! Nawet prezydent miasta będzie ! Kto zagra Romeo ?! Nie ! -histeryzowała nauczycielka.
-Ja mogę- powiedział Bieber.
-A umiesz rolę ? -spytała pani z wielką nadzieją.
-Od przedszkola. -uśmiechnął się do niej.
-Więc panie Bieber ! Do roboty ! -zgasły światła. Po chwili zostały rzucone reflektory na scenę. Weszłam ja a za mną Romeo - Justin. Nie chcę z nim grać. Wolę sto razy Rayana. On mnie bił. Mam z nim wiele złych wspomnień. Chcę zapomnieć o tym co było.
-Miłość, na oko łagodna, w istocie bywa jak pantera głodna ! I chociaż ślepa, drogi przyjacielu, najkrótszą drogą podąża do celu. -powiedział Justin patrząc mi w oczy. Świetnie wczuliśmy się w role. On ma świeny talent co nie zmienia go że jest dupkiem.
-Jedyna moja miłość, jaką dotąd znałam, tam weszła, gdzie jedyną nienawiść zasiałam. Za późno i za wcześnie znany i nie znany- nienawiść kochanku,wrogu mój kochany. -powiedziałam patrząc w jego oczy. Spojrzałam na chwilę na publiczność. Wszyscy płakali. Czyli dobrze gramy ? Szczerze ? To wydaje się takie prawdziwe.
-Nasz smutek będzie dla nas kiedyś miłym wspomnieniem -powiedział mój Romeo.
- Niechaj czterdzieści tysięcy Braci, połączy serca- suma uczuć. Wciąż będzie mniejsza od mojej miłości. Cóż ty chcesz dla niej zrobić ? -po tym zbliżyliśmy się do siebie aby się pocałować. Na sam koniec. Na początku Justin musnął moje warki. Potem zaczęliśmy się całować. Musieliśmy przestać ale nie mogliśmy. Kurtyna opadła a mnie dalej toczyliśmy walkę z naszymi językami.




CZYTASZ +KOMENTUJESZ  :)) Rozdział specjalnie dla was dziś !

2 komentarze: